Google testuje wpływ usuwania artykułów informacyjnych w Unii Europejskiej na użytkowników i wydawców

Google sprawdził w praktyce, co wydarzy się, gdy część użytkowników przestanie widzieć artykuły europejskich wydawców w wyszukiwarce Google, Google News i Google Discover. Eksperyment objął także Polskę i nie polegał na zmianie kolejności wyników. Materiały informacyjne pochodzące od wydawców z Unii Europejskiej zostały czasowo usunięte z wybranych usług dla niewielkiej grupy odbiorców.

Test miał odpowiedzieć na dwa pytania, które od lat dzielą Google, wydawców i europejskich regulatorów. Pierwsze: jak dużo treści informacyjne wnoszą do biznesu reklamowego Google? Drugie: jak mocno redakcje są uzależnione od ruchu przekazywanego przez platformę?

Wyniki przedstawione przez Google w marcu 2025 roku były dla wydawców niewygodne. Firma podała, że usunięcie europejskich newsów nie spowodowało mierzalnej zmiany przychodów reklamowych z wyszukiwarki, natomiast korzystanie z usługi spadło o 0,8 proc. Nie oznacza to jednak, że wiadomości są bezwartościowe. Pokazuje raczej, że ich znaczenie społeczne, wpływ na ruch wydawców i wartość bezpośrednio generowana dla Google to trzy różne rzeczy.

Jak przebiegał test i czego nie widzieli użytkownicy

Eksperyment rozpoczął się w listopadzie 2024 roku. Objął 1 proc. użytkowników w ośmiu państwach Unii Europejskiej:

  • Belgii,
  • Chorwacji,
  • Danii,
  • Grecji,
  • Hiszpanii,
  • Holandii,
  • Polsce,
  • Włoszech.

Francja była początkowo wskazywana jako jeden z rynków testowych, ale Google wstrzymał tam realizację eksperymentu. Ograniczenie trwało około 2,5 miesiąca.

Osoby zakwalifikowane do grupy testowej nie widziały w Search, Google News i Discover treści informacyjnych publikowanych przez wydawców z siedzibą w UE. Nadal mogły otrzymywać między innymi:

  • wyniki niebędące artykułami informacyjnymi,
  • materiały opublikowane przez wydawców spoza Unii Europejskiej,
  • strony instytucji, firm i organizacji, jeśli nie zostały zakwalifikowane jako treści prasowe,
  • inne typy wyników odpowiadające na zapytanie.

To istotne ograniczenie metodologiczne. Google nie sprawdzał, co stanie się po całkowitym usunięciu wiadomości. Badał sytuację, w której europejskie źródła prasowe zostały zastąpione innymi wynikami, w tym materiałami z państw spoza UE.

W praktyce użytkownik szukający informacji o lokalnej awarii, wyborach, zmianie przepisów albo wydarzeniu w polskim mieście mógł otrzymać uboższy zestaw odpowiedzi. Szczególnie odczuwalne mogło to być przy zapytaniach wymagających szybkiej, lokalnej i aktualizowanej relacji. Strona urzędu lub zagraniczny portal nie zastąpi redakcji, która ma reportera na miejscu i aktualizuje materiał co kilkanaście minut.

Google nie opublikował pełnego zestawu danych pozwalającego niezależnie ocenić różnice między krajami, kategoriami wiadomości i poszczególnymi usługami. Nie wiadomo więc dokładnie, jak zmieniły się:

  • liczba kliknięć w polskie serwisy,
  • widoczność wiadomości lokalnych,
  • ruch z Discovera w porównaniu z klasyczną wyszukiwarką,
  • zachowanie użytkowników zainteresowanych polityką, sportem lub gospodarką,
  • liczba wejść bezpośrednich na strony redakcji.

To największa niedogodność tego eksperymentu: znamy główny wniosek Google, ale nie otrzymaliśmy danych na poziomie szczegółowości, którego potrzebują wydawcy do oceny własnych strat.

Wynik Google nie pokazuje pełnej wartości informacji

Google ogłosił, że po usunięciu treści europejskich wydawców przychody reklamowe z wyszukiwarki nie zmieniły się w mierzalny sposób. Łączne przychody reklamowe obejmujące pozostałe usługi firmy i jej sieć reklamową również miały pozostać na zbliżonym poziomie.

Jednocześnie korzystanie z wyszukiwarki spadło o 0,8 proc. Google zinterpretował ten wynik jako sygnał, że utracone zapytania miały niewielką wartość reklamową lub nie generowały jej wcale.

Z biznesowego punktu widzenia wniosek jest logiczny. Zapytanie o bieżące wydarzenie często kończy się jednym szybkim sprawdzeniem informacji. Użytkownik wpisuje nazwę miasta, nazwisko polityka albo opis zdarzenia, otwiera artykuł i wychodzi. Nie musi przy tym kliknąć reklamy ani przejść przez ścieżkę zakupową.

Inaczej wygląda wyszukiwanie produktu, noclegu, ubezpieczenia czy kredytu. Takie zapytania są znacznie łatwiejsze do monetyzacji, ponieważ reklamodawcy konkurują o klienta gotowego wydać pieniądze. Niska wartość reklamowa zapytania nie jest jednak dowodem na niską wartość samej informacji.

Dla użytkownika wiadomość o zamkniętej drodze, alarmie pogodowym, zmianie terminu naboru albo decyzji samorządu może być ważniejsza niż większość komercyjnych wyników. Dla Google nie musi być równie dochodowa. To właśnie tutaj rozchodzą się interesy platformy, odbiorców i redakcji.

Wydawcy zakwestionowali zarówno metodologię, jak i sposób przedstawienia rezultatów. Organizacje branżowe wskazywały, że test został przeprowadzony jednostronnie, bez dostatecznej przejrzystości i bez udostępnienia danych pozwalających niezależnie odtworzyć analizę. Według ich szacunków ograniczenia mogły dotyczyć około 2 mln użytkowników w Europie.

Spór nie dotyczy wyłącznie jednego eksperymentu. Jego tłem jest unijna dyrektywa o prawie autorskim na jednolitym rynku cyfrowym, która przyznała wydawcom prasy dodatkowe prawa związane z internetowym wykorzystywaniem publikacji. Google zawiera umowy licencyjne z europejskimi wydawcami, ale strony nadal różnią się w ocenie tego, jaka część wartości powstaje dzięki materiałom redakcyjnym i jak powinna być dzielona.

Sytuację komplikuje rozwój AI Overviews i innych odpowiedzi generowanych przez sztuczną inteligencję. Jeżeli użytkownik otrzymuje gotowe streszczenie nad wynikami, może nie przejść do artykułu źródłowego. Wydawca ponosi koszt zebrania i sprawdzenia informacji, a platforma kontroluje sposób jej prezentacji oraz moment przekazania użytkownika dalej.

W listopadzie 2025 roku Komisja Europejska rozpoczęła dodatkowo postępowanie dotyczące sposobu traktowania części treści wydawców w wynikach Google. Sprawa koncentruje się na tym, czy polityki wyszukiwarki mogą prowadzić do nieuczciwego obniżania widoczności serwisów informacyjnych i ograniczać ich możliwości zarabiania. To osobny problem, ale pokazuje, że relacje między Google a europejskimi mediami nadal pozostają przedmiotem kontroli regulacyjnej.

Co polski wydawca powinien sprawdzić po takim eksperymencie

Najgorszy wniosek brzmi: „Test dotyczył tylko 1 proc. użytkowników, więc nie ma znaczenia”. Skala eksperymentu była ograniczona, ale mechanizm może zostać wykorzystany ponownie — przy negocjacjach licencyjnych, zmianach regulacyjnych, przebudowie Discovera albo dalszym wdrażaniu odpowiedzi AI.

Pierwszym zadaniem redakcji powinno być rozdzielenie ruchu z poszczególnych produktów Google. Wrzucenie wszystkiego do kategorii „organic” ukrywa realne ryzyko.

Osobno trzeba monitorować:

  • Google Search — klasyczne wyniki wyszukiwania,
  • Google Discover — rekomendacje wyświetlane głównie na urządzeniach mobilnych,
  • Google News — ruch z agregatora i modułów wiadomości,
  • ruch bezpośredni,
  • newslettery,
  • powiadomienia push,
  • aplikację,
  • media społecznościowe,
  • wejścia z innych wyszukiwarek i agregatorów.

Dane najlepiej analizować w Google Search Console i systemie analitycznym używanym przez wydawcę, na przykład Google Analytics 4, Piano Analytics, Piwik PRO lub Matomo. Sama liczba odsłon nie wystarcza. Potrzebny jest raport obejmujący co najmniej:

  • użytkowników i sesje według źródła,
  • przychód na 1000 odsłon,
  • liczbę odsłon na sesję,
  • odsetek nowych i powracających odbiorców,
  • rejestracje do newslettera,
  • zakupione subskrypcje,
  • udział poszczególnych kanałów w ruchu na konkretnych typach treści.

Najwyższy priorytet mają materiały, dla których jeden kanał odpowiada za większość dystrybucji. Jeżeli przykładowo 70 proc. wejść na wiadomości lokalne pochodzi z Discovera, redakcja ma problem biznesowy, a nie tylko problem z SEO. Jedna zmiana algorytmu może obniżyć liczbę odsłon, wpływy reklamowe i zasięg materiałów jednocześnie.

Nie należy przy tym mieszać wszystkich publikacji w jednym raporcie. Szybki news żyje inaczej niż poradnik, recenzja albo tekst evergreen. Dobre wyniki starszych artykułów mogą zasłonić nagły spadek widoczności wiadomości bieżących.

Praktyczny podział obejmuje:

  • krótkie informacje i depesze,
  • relacje na żywo,
  • wiadomości lokalne,
  • analizy i komentarze,
  • poradniki,
  • treści evergreen,
  • teksty komercyjne i sponsorowane.

Dopiero po takim podziale można ustalić, które formaty opłaca się rozwijać, a które są publikowane wyłącznie po to, by zasilać cudzy kanał dystrybucji.

Drugim priorytetem jest budowanie bazy odbiorców, do której redakcja ma bezpośredni dostęp. Nie chodzi o całkowite odejście od Google — dla większości serwisów byłoby to nierealne i kosztowne. Chodzi o zmniejszenie skutków sytuacji, w której platforma ograniczy widoczność z dnia na dzień.

Najbardziej użyteczne rozwiązania to:

  • newsletter poświęcony jednemu tematowi lub regionowi,
  • powiadomienia push wysyłane tylko przy istotnych wydarzeniach,
  • aplikacja dla odbiorców regularnie wracających do serwisu,
  • dobrze rozwinięte strony tematów, autorów i lokalizacji,
  • konta użytkowników z możliwością obserwowania wybranych kategorii,
  • subskrypcja oferująca konkretną wartość poza samym wyłączeniem reklam.

Newsletter ogólny z kilkunastoma przypadkowymi linkami zwykle nie rozwiązuje problemu. Skuteczniejsza jest jasna obietnica: najważniejsze wiadomości z Krakowa o 7:00, cotygodniowa analiza rynku nieruchomości albo codzienny przegląd zmian prawnych dla przedsiębiorców.

Podobnie z powiadomieniami. Wysyłanie komunikatu do każdej publikacji szybko kończy się wyłączeniem zgód. Push powinien być zarezerwowany dla treści, które rzeczywiście wymagają natychmiastowej uwagi.

Trzecim priorytetem jest przygotowanie planu awaryjnego. Wydawca powinien wiedzieć, co zrobi przy spadku ruchu z Google o 10, 30 i 50 proc. Plan musi obejmować koszty redakcyjne, cele publikacyjne, kampanie pozyskujące subskrybentów i minimalny poziom przychodów potrzebny do utrzymania zespołu. Bez takich progów każda większa zmiana algorytmu zamienia się w nerwowe publikowanie większej liczby tekstów, co zwykle pogarsza jakość, zamiast odbudowywać ruch.

FAQ

Czy Google usunął europejskie wiadomości wszystkim użytkownikom?
Nie. Test obejmował 1 proc. użytkowników w ośmiu państwach UE, w tym w Polsce.

Gdzie zniknęły artykuły europejskich wydawców?
Ograniczenie dotyczyło wyszukiwarki Google, Google News i kanału Discover.

Jak długo trwał eksperyment?
Test rozpoczął się w listopadzie 2024 roku i trwał około 2,5 miesiąca. Wyniki Google opublikował 21 marca 2025 roku.

Co wykazał test?
Google podał, że przychody reklamowe nie zmieniły się w mierzalny sposób, a korzystanie z wyszukiwarki spadło o 0,8 proc.

Czy wynik oznacza, że artykuły informacyjne nie mają wartości?
Nie. Eksperyment mierzył przede wszystkim wpływ na korzystanie z usług i przychody Google, a nie społeczną wartość informacji, przychody redakcji ani jakość dostępu do lokalnych wiadomości.

Czy podobne ograniczenia mogą pojawić się ponownie?
Nie ma zapowiedzi trwałego usunięcia europejskich newsów, ale Google stosował już podobne testy i ograniczenia na innych rynkach podczas sporów o wynagrodzenia dla wydawców.

Pierwszą decyzją po tym eksperymencie nie powinno być zwiększenie liczby publikowanych artykułów. Najpierw trzeba sprawdzić, jaki procent ruchu i przychodów każdej kategorii treści zależy od Search, Discovera oraz Google News. Jeżeli jeden z tych kanałów odpowiada za ponad połowę wejść na kluczowe materiały, priorytetem jest newsletter, powiadomienia i powracający użytkownicy. Dopiero później warto poprawiać tytuły, znaczniki i techniczne SEO — bez własnej dystrybucji nawet najlepiej zoptymalizowany serwis nadal pozostaje zależny od decyzji jednej platformy.

Leave a reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Ciasteczka

Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie plików Cookies. Więcej informacji znajdziesz w polityce prywatności.